- Przywieziemy z kraju milion, jak będzie trzeba. Trzeba być gotowym na wszystko, nawet na takie twarde warianty - mówił Grzegorz Schetyna podczas zamkniętego spotkania z politykami PO. Fragmenty stenogramów z nagrania opublikował "Newsweek".

Przyszły szef PO nie ukrywa w rozmowie z działaczami partyjnymi, że sondował zagranicznych polityków, co sądzą na temat rządów PiS. - Byłem w zeszłym tygodniu w Brukseli, rozmawiałem tam z politykami, oni są kompletnie zszokowani. Udało się przełożyć debatę, która była przygotowana na ten tydzień, ale tylko dlatego, trzeba ją bardzo dobrze przygotować - powiedział były minister spraw zagranicznych.

Oprócz wykorzystywania krytyki polskiego rządu przez elit polityczne Unii Europejskiej, Schetyna stawia na uliczne demonstracje - tak wygląda jego pomysł na zasiadanie w ławach opozycji. - Jeżeli zrobić następną taką rzecz, to musi być nie na pięćdziesiąt tylko na dwieście tysięcy ludzi. Nikt tego nie zrobi, jeśli my tego nie zorganizujemy. I to zrobimy (...) Trzeba być gotowym, że będzie 500 tys. ludzi. Przywieziemy z kraju milion, jak będzie trzeba. Trzeba być gotowym na wszystko, nawet na takie twarde warianty - przekonuje rozmówców.

Jeszcze w listopadzie, były szef MSZ podkreślał, że rząd Beaty Szydło może liczyć na 100 "dni spokoju" ze strony PO: - Wygrali wybory, szanuję wybory demokracji. Ten rząd będzie miał 100 dni spokoju, bo są pewne zasady, które szanujemy - deklarował.

Na nagraniu słychać, jak Schetyna punktuje błędy PO z ostatnie kadencji rządów - w tym m.in. strategię Donalda Tuska: - Ja nie byłem autorem słów, że nie mamy, z kim przegrać, ale to też był znak czasu. I ciepła woda także. A potem to, co nas dobiło, to nierozliczona afera podsłuchowa - wyliczał.

- Nie powołaliśmy komisji śledczej do sprawy SKOK. Śmiertelny błąd, wszystko było na stole…(...) Później nie potraktowaliśmy wyborów prezydenckich jak walki na śmierć i życie. Także trochę na własne życzenie, bo wszyscy uważali, że już jest po wyborach. I to, co nas dobiło, to to, że nie postawiliśmy Ziobry przed trybunałem stanu. To było na końcu… - To był gwóźdź do trumny! - dodał.

- Piszczeliśmy, żeby nas dopuścić do głosu. Nie dostaliśmy głosu, więc poszliśmy wszyscy i stanęliśmy na schodach - krytykował chaos komunikacyjny w szeregach swojej partii już po wyborach.

Schetyna odniósł się do głosowania nad uchwałami, unieważniającymi wybór 5 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, który został dokonany przez PO w październiku. Ewa Kopacz i Andrzej Halicki wyprowadzili  posłów na schody w czasie posiedzenia Sejmu, deklarując, że będą tam bronić polskiej demokracji przed PiS.

Schetyna nie oszczędzał w prywatnych rozmowach Ryszarda Petru, określając go mianem pupila warszawskich mediów: - Gdyby ktoś z nas: Halicki, ja, pan poseł Kierwiński - powiedział do jakiegokolwiek posła, żeby się przestał walić w łeb, to by nas rozgnietli. Nie byłoby nas. A tutaj słyszymy, że to takie świetne, dowcipne, nowa jakość, prawdziwy lider się urodził - komentował.

Źródło: newsweek.com

GW